Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Ostatnią lekcją była matematyka. Nauczycielka zadała jakieś zadania z cholernie nudnego tematu, a sama poszła na pół godziny do bufetu. Siedząc w ostatniej ławce przy oknie myślałem, że wyschnę od prażącego przez szyby słońca. Nad głową latały mi chusteczki, długopisy, skuwki, mazaki, kredki, połamane ołówki, gumki, temperówki, piórniki i wszystko inne co nie trafiło w leszcza w sandałach siedzącego przede mną. Zawsze na koniec lekcji zbierałem trochę tego bajzlu z podłogi. W końcu byłem przewodniczącym. Dzwonek.

Zanim wyszedłem ze szkoły wyciągałem wszystkie kieszenie na wierzch. Smycz z kluczami wieszałem na szyi tak aby była widoczna. Wychodziłem ze szkoły i zaczynałem biec w kierunku przystanku. Biegałem jakieś 100 m przez ulicę i dwa chodniki. Zawsze miałem podniesione ręce. Dzięki temu nigdy nikt mnie tam nie okradł. No bo jak stał jakiś dres obok i widział, że młody dzieciak biegnie z łapami w górze i wyciągniętymi na wierzch kieszeniami to zawsze myślał, że ten już jest obrobiony.

Nie czekałem długo na tramwaj. Ukochany tramwaj numer 13 był dla mnie jak dom. Jeździłem nim codziennie godzinę do szkoły i godzinę do domu. Z tą linią tramwajową mam do tej pory wiele miłych wspomnień takich jak pierwsza dziewczyna, pierwszy papieros, pierwsze piwo, pierwsza własna strzykawka i pierwsza znaleziona prezerwatywa. Ale tamtego dnia gdy wsiadłem do tramwaju wiedziałem, że coś się święci i nie myliłem się. Przy wiadukcie do tramwaju wsiadł jakiś Rom z akordeonem i zaczął grać coś bez ładu i składu, po czym próbował zbierać za to kasę. Wtedy spostrzegłem coś dziwnego. Mężczyzna siedzący przy środkowych drzwiach wyrzucił do małej śmietniczki butelkę po soku marchewkowym i domieszką owoców. Tramwaj się zatrzymał. Wsiadł mężczyzna w ciemnym płaszczu, podszedł do śmietniczki, opróżnił ją bez słowa i wysiadł za nim dzwonek zadzwonił. Nic z tego nie rozumiałem. Rom szedł dalej i grał ludziom przy twarzach i Ci odsyłali go dalej samym spojrzeniem. W końcu doszedł do mężczyzny który, dopiero co wyrzucił butelkę. Mężczyzna spojrzał się na Roma, na jego kubeczek zawieszony przy akordeonie, sięgnął do kieszeni i wyjął kawałek papieru toaletowego z napisem Don Dan. Wtedy do mnie dotarło. Czytałem o jakimś dziwnym zaginięciu policjantów i członków sekcji sportowych w całej Łodzi. Rom wyraźnie zawiedziony zapłatą zdjął buta i pokazał do Don Dana środkowy palec u nogi. Don Dan wstał i jednym ruchem ręki usadził akordeonistę na swoim miejscu. Nagle tramwaj się zatrzymał, wsiadło dwóch mężczyzn w ciemnych płaszczach z automatem do kawy i postawiło go Romowi na środkowym palcu u nogi. Rom zaczął wyć jak dziewczynka a akordeon upadł na ziemie wydając z siebie nieczysty dźwięk. Don spojrzał na Roma i powiedział: Nie gardź papierem, jeśli gówno w życiu masz; po czym wysiadł w towarzystwie dwóch mężczyzn zanim drzwi się zamknęły.

Nigdy więcej go nie widziałem. Czytałem w gazetach ale nigdy nie widziałem na żywo. Do tej pory sobie pluje w twarz, że jakoś go nie zagadałem albo, że nie miałem przy sobie akurat automatu do kawy. Pozostał mi po nim jedynie ten kawałek papieru toaletowego. Eh….



No Responses Yet to “Don Dan w 13’stce”  

  1. No Comments Yet

Leave a Reply