Miesiąc
I po raz kolejny zasiadam do klawiatury by napisać tekst mający utrzymać czytelnika przez 5 minut w miejscu. Jak zawsze na początku wielkie ambicje, płynące prosto z serca wędrują przez gardło zabierając mi dech, by trafić do głowy. Jednak zamiast dać się zatrzymać umysłowi odbijają się od gołej czaszki i spadają w dół aż skończą w samej dupie. Mimo tego dalej siedzę, próbując wycisnąć z siebie choć kilka marnych słów. Jak ktoś ze mną rozmawiał na żywo to wie, że zdarza mi się męczyć bezsensownymi monologami i tutaj też się tak to pewnie skończu. Jedyną różnicą jest fakt, że się nie zatnę jak zardzewiały zamek, który zamiast działać płynnie zgrzyta i piszczy. Tak. Rozbudowane porównania pozwalają mi się poczuć jak poniżany poeta piszący marne teksty za marne pieniądze.
Ostatni miesiąc to było czyste szaleństwo. Matka w szpitalu. Ja nie mieszkałem u siebie. Trzeba było wziąć się w końcu odrobinę za naukę. Zaniedbałem niektóre kontakty. Nie było czasu na pisanie na blogu, więc pisało się w zeszycie od matematyki i to w dodatku na lekcji. Ale tamte teksty niech lepiej zgniją w szafce, bo wychodzenie od trygonometrii do własnej egzystencji nie jest dobrym zabiegiem. Na moje szczęści teraz już mieszkając u siebie w domu i słuchając Moldżera mogę spokojnie pisać o niczym. Zupełnie tak jak dawniej.
Żeby nie nudzić to zdradzę, że przez ten miesiąc zdarzyło się też parę pozytywnych rzeczy. Z tych najfajniejszych, o których wypada mi powiedzieć to fakt, że na ramieniu wyrosła mi jodła a razem z nią dostałem papier do oprawienia w ramkę i powieszenia na ścianie. Druga rzecz to mój angaż na wokalistę w zespole Midreal. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale wychodzę z założenia, że warto spróbować chociażby dla porcji zdjęć, na których mam zamknięte oczy.
Na koniec napiszę kilka słów o sobie i notce. (Jeśli ktoś wie jak się nazywa pisanie, co zamierza się zaraz napisać (zrobiłem to w poprzednim zdaniu), to niech mi powie. Chętnie wzbogacę swój słownik o jakieś dziwne słowo.) Nota była by świetna o ile była by o czymś konkretnym. A ja byłbym świetny gdybym sobie odpuścił nadmiar durnych tekstów podczas powrotów ze szkoły. Gdybym uczył się choć dwie godziny dziennie. Gdybym znalazł w końcu jakąś pracę. Gdybym miał więcej czasu dla przyjaciół. Gdybym przestał sobie wmawiać, że nie mam czasu itd.
P.S. Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią wyrazić co czują w czterech linijkach.
Filed under: Jak leci | 3 Comments
To, że nie piszesz o niczym konkretnym, wcale nie znaczy, że nie “utrzyma przez 5 minut w miejscu”. Potrafisz pisać ciekawie i wciągający sposób, więc gdy tekst jest o tym, że się nie spełniasz się na blogu tak jakbyś chciał, to i tak jest dobry.
Fajnie, że zaangażowałeś się w działalność artystyczną. Myślę, że dzięki temu możesz jakoś konstruktywnie spędzić czas i dokonać samorealizacji. Bo ciągłe picie piwa z Kamilem i umartwianie się nad życiem, prowadzi tylko do pogorszenia sytuacji. (np ja mam gips
)
Co opisywania uczuć z 4 linijkach/słowach, to bywają/bywały sytuacji, w których dało się to zrobić. Np wychodząc z lekcji geografii w gimnazjum: No kurwa, ja pierdole.
Pozdrawiam i liczę, że będziesz częściej pisał.
Ja zaczynałam na trygonometrii, a kończyłam na rzucaniu wyzwisk pod adresem mojej ulubionej nauczycielki.
I w ogóle to te zdjęcia z zamkniętymi oczami są fajne. I te koncerty tez. Tylko Pożegnanie Liverpoolu po rosyjsku nie jest fajne.
Pożegnanie Liverpoolu po rosyjsku wykonane przez Kubę jest zarąbiste