Paranoja
Obejrzałem wszystkie odcinki “Odwróconych”, zrobiłem się senny i postanowiłem zrobić sobie kawy. W drodze do kuchni postanowiłem zawitać do toalety. Ja nie czemu ale w na koszu na pranie, który stoi obok kibelka zawsze są trzy rolki papieru. Zawsze trzy. Dwie miękkie i różowe i jedna szara. Kiedyś w nocy wykończyłem dwie rolki. Ale jak się rano obudziłem, to już z powrotem były trzy. Paranoja. Wracając do mej podróży – siedząc na kibelku oparłem się czołem o drzwi i prawie bym usnął, ale potem mi się przypomniały te trzy rolki i się ciut przebudziłem. Spojrzałem w górę i zobaczyłem cholerny sufit, z którego odpada farba, bo sąsiedzi z góry na zalali, ale moja mam nie miała jaj żeby iść na górę i zwrócić uwagę. Paranoja. Ale mniejsza. Z kibelka od razu do łazienki się udałem w celu umycia rąk, i przeglądając się w lustrze przeżyłem załamanie. Nie dlatego, że miałem doły pod oczami, albo czerwone oczy. Zabiły mnie kropki z pasty do zębów na lustrze. Co najgorsze sam je zrobiłem bo tylko ja mam szczenę na tym poziomie. Ale nic. Doszedłem w końcu do kuchni. Dotarłem do czajnika rozgniatając po drodze prusaka na terakocie. W sumie jedyne co mnie obrzydza to ten chrzęst przy rozgniataniu. Paranoja. Wstawiłem wodę. Poczekałem. Zalałem wrzątkiem kawcie (rozpuszczalną piję) i nadzwyczaj pewnie doniosłem do pokoju kubek wypełniony kawą po same brzegi. Po drodze gasiłem światła barkiem i co dziwne nie uroniłem ani kropli. Sprawę ułatwił też brak drzwi w moim pokoju. Kiedyś po prostu je rozpieprzyłem, a że jestem leniem a to były drzwi – harmonijka to pociąłem je nożem łamanym i spuściłem zsypem. Czaicie bazę? Spuściłem drzwi zsypem. Tak samo jak kiedyś pralkę Franie. Mam się czym chwalić. Wyżłopałem kawę słuchając Vivaldiego i myśląc co mogę napisać na temat wymyślony przez … I w końcu doszedłem do wniosku, że jestem pieprzonym tchórzem i cechuje mnie pogłębiający się relatywizm moralny (to jest już moje ulubione zdanie w tej nocie). Bo w sumie jak tak popatrzę ciut do tyłu to non stop spieprzam. Ja się nie uczę w szkole tylko się uczę jak do niej nie chodzić. Paranoja.
P.S. Tania kawa rozpuszczalna jest do dupy
P.S. Dzięki za komórę
P.S. Zapomniałbym o bezsensownym porównaniu – Jestem jak tonący, łapiący się gumowej kaczuszki, piszczącej przy złapaniu z napisem “made in Vietnam”
P.S. Paranoja
P.S. Nawet swojego numeru w dzienniku dziś nie pamiętałem
P.S. Fajne te P.S.y
P.S. Ostatni (siódmy)
Filed under: Jak leci | 2 Comments
Damn shit, człowieku…. ja bym się pochlastał srając, opierając się o drzwi głową (chociaż i tak niewiele mi do tego brakuje) xD
PS. Matematyczka bardzo się dziwiła, że znowu Cię nie ma… xD
Znasz moje zdanie w prawie wszystkich dziedzinach przyjacielu, tak samo jak ja znam Twoje.
Skomentuje tylko, że masz dar pisania w ciekawy, oryginalny sposób na tematy, które nie są Ci narzucone.
Życzę Ci także, aby więcej osób, które czyta tego bloga publicznie wyrażało opinie, a nie ma padugadu.