Żyraf i spółka.
To był fajny dzień. Rano obudziłem się w izbie obok a właściwie pod Żyrafem. Jak zwykle rano leczę kaca i jako rasowy żul mówię wam, że nic lepiej nie leczy kaca od noszenia ubrań przesyconych zapachem taniego piwa, moczu, potu i papierosów. Po pół godziny udaje mi się obudzić Żyrafa na co odpowiada całą gamą kolorowych wymiotów. Na moja szczęście leżał twarzą do ściany więc mnie nie obełtał. Piesek widząc to wyrzuca nas szybko z izby i znów można powrócić do codziennych obowiązków. Pierwsze co robimy to wchodzimy do najbliższej żabki albo biedronki po parę torebek foliowych. A potem szybko na plac wolności umyć stopy w fontannie. Za młodu dawałem jeszcze rade sobie obgryźć paznokcie u stóp ale teraz już nie masz szans. Poza tym musiałbym zdjąć płaszcz a to robię tylko w latem. Po opłukaniu stóp zakładamy na nie torebki i z powrotem buciki. Staram się unikać chodzenia w tych samych torebkach więcej niż dwa dni. O koło siódmej przemieszczamy się na barlicki rynek. Czasem tramwajem ale przeważnie pieszo. Tam prosto do Kazia. Kaziu ze swoją nysą stoi na barlickim od 4:30 zaraz na rogu naprzeciw żabki. Nyse zostawia na noc na runku. Nie jeździ nią odkąd spuścili mu paliwo. Kaziu trzyma w swojej nysce nasz wózek od złomu – znaczy się mój i Żyrafa. Szybko się zmywamy aby nie odstraszać Kaziowi klienteli. Potem już tylko ostatnie poprawki wizualne jak układanie torebek tak żeby nie wystawał z pod nogawek no i oczywiście trzeba ulizać włoski. Potem już tylko na Zgierz…
Filed under: Kłamstwa i ściemy | 2 Comments
Stary… podziwiam Cię za inwencję twórczą!
Wow, będziesz pisać książkę?