Czwartkowe wieczory
Wiecie co robię w czwartkowe wieczory? Kładę się grzecznie o 21 spać aby móc następnego dnia wstać o 5 rano i pojechać na AZS. Ponieważ wziąłem się za siebie dość intensywnie w tym roku, to spokojnie w czwartki wieczorem leżę w łóżku pod pierzynką i marzę o śnie. Niestety tylko marzę, bo o 21 świat jeszcze tętni życiem.
Leżę. Coś mnie upija, więc się obracam na drugi bok. Cholera. Zbyt jasno z tej strony (światło z ulicy). No to na kładę się na plecach. Czekam. Czekam. Po dłuższej chwili czuję się jak nieboszczyk i myśl o tym nie pozwala mi usnąć. Wracam więc do pozycji pierwotnej bo na brzuchu w ogóle odpada. Leżę na boku. Czuję, że sen nadchodzi. O tak… dziadek sen idzie. Moment. Kurwa. To nie dziadek sen tylko basy od sąsiada z dołu. No nic. Leżę. Przez jakiś czas cisza. Jeszcze chwila i odpłynę. I znów lipa. Tramwaj akurat wjechał na krańcówkę wydając przy tym niemiły pisk. Lipa. Muszę czekać. Czekam. Czekam. Znów basy z dołu. Czekam. Słyszę samochód hamujący z piskiem opon. Basy. Basy. Basy. Dziadek. Basy. Idzie. Basy. Piaskowy. Basy. Dziadek. “Jak mogłaś go zdradzić!?”. Mama ogląda jeszcze telewizję. Basy. TV. Dziadek. Basy. TV. Piaskowy dziadek. Chwila. Czy nastawiłem na pewno budzik? Wstaję, i sprawdzam. Jest ok. Kładę się. Światło. Pisk. Basy. TV. Piaskowy Dziadek zabiera mnie. Pies. Fuck. Co za idiota wypuszcza na noc psa na balkon, aby ten wył przez pół nocy do księżyca. Basy. TV. Pies. Pisk. Winda jedzie. Słyszę ją wyraźnie. Zatrzymała się. Znów ruszyła i znów się zatrzymała. Tym razem na moim piętrze. Tup, tup, tup. Winda pojechał. Sąsiadka otwiera drzwi. Wchodzi do mieszkania uprzednio wycierając buty o wycieraczkę. Potem zamyka drzwi tak głośno i długo, że można by pomyśleć, że wprawia nowe zamki. Basy. Pisk. “Kurwa. Ale spierdolił. Basy. Sąsiad z dołu ogląda mecz jednocześnie mając włączoną muzykę. Pies. TV. Przekręcam się na co wersalka odpowiada mi małym zgrzytem sprężyn. Pies. Pisk. Basy. TV. Dziadek nie wraca. Trzeba spróbować innej taktyki. Zaczynam otwierać w myślach drzwi. Otwieram drzwi, przechodzę przez próg i podchodzę do następnych drzwi. Powtarzam czynność kilkanaście razy ledwo się opanowując aby nie zacząć liczyć drzwi lub nie zmienić taktyki na tą z owcami. Drzwi. Sąsiadka. TV. Pies. Winda. “Spierdolił”. Basy. Pisk. Tramwaj. Chwila ciszy. Aż otworzyłem oczy z wrażenia. Leżę na boku. Mrugam i słyszę szum. Co jest ??? Jeszcze raz i raz. I po krótkiej chwili kapuje. Mrugając szuram rzęsami o poduszkę. Szlak by to trafił. Zamykam oczy. Drzwi. Drzwi. Drzwi. Łup-łup. Łup-łup. Cholera. Słyszę własne serce. Drzwi. Drzwi. Serce. Pies. Ulica. Pisk. “Znów spierdolił”. Winda. TV. Lodówka zaczyna mruczeć. Basy. Ulica. Pisk. Tramwaj. Pies. Winda. Sąsiadka. “Polskaaaaaaa”. Wersalka. TV. Drzwi. Drzwi. Drzwi. Drzwi. Drzwi. Drzwi a za drzwiami piękna naga brunetka. Nieeeeeeeeeeeeeeeeee. Tylko nie myśli erotyczne. Ja chcę w końcu usnąć! Mój zegarek: “pick pick”. Godzina 22. Więcej nie pamiętam.
Filed under: Jak leci | 4 Comments
O stary… Ty to masz nieźle przesrane życie w tym bloku. Nie to co luz w kamienicy
Może bierz jakieś piguły na bezsenność?
Albo po prostu 21 jest za wczesną porą na sen. Skoro przeszkadza Ci dosłownie wszystko, albo przesadzasz.
21 to zla godzina na sen ;d najlepiej po wieczorynce ;d
Mi też tramwaje przeszkadzają, bo jadą za głośno! A jak śpię przy zamkniętym oknie to idzie się udusić! Współczuję!