Moja banda

06lip08

To się musiało w końcu stać. Skoro już mam magiczne urządzenie zwane tabletem a ilość moich bazgrołów ogranicza pojemność mojego dysku, to od czasu do czasu pojawi się jakiś rysunek :]. Mile widziane komentarze (nawet typu: Wyglądają jak smarki :P) :D.

Moja banda: Łysy, Kępa, Stereo, Cygan, Mucha i Chudy. Mam nadzieje, że widać kto jest kim :D.


Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Ostatnią lekcją była matematyka. Nauczycielka zadała jakieś zadania z cholernie nudnego tematu, a sama poszła na pół godziny do bufetu. Siedząc w ostatniej ławce przy oknie myślałem, że wyschnę od prażącego przez szyby słońca. Nad głową latały mi chusteczki, długopisy, skuwki, mazaki, kredki, połamane ołówki, gumki, temperówki, piórniki i wszystko inne co nie trafiło w leszcza w sandałach siedzącego przede mną. Zawsze na koniec lekcji zbierałem trochę tego bajzlu z podłogi. W końcu byłem przewodniczącym. Dzwonek.

Zanim wyszedłem ze szkoły wyciągałem wszystkie kieszenie na wierzch. Smycz z kluczami wieszałem na szyi tak aby była widoczna. Wychodziłem ze szkoły i zaczynałem biec w kierunku przystanku. Biegałem jakieś 100 m przez ulicę i dwa chodniki. Zawsze miałem podniesione ręce. Dzięki temu nigdy nikt mnie tam nie okradł. No bo jak stał jakiś dres obok i widział, że młody dzieciak biegnie z łapami w górze i wyciągniętymi na wierzch kieszeniami to zawsze myślał, że ten już jest obrobiony.

Nie czekałem długo na tramwaj. Ukochany tramwaj numer 13 był dla mnie jak dom. Jeździłem nim codziennie godzinę do szkoły i godzinę do domu. Z tą linią tramwajową mam do tej pory wiele miłych wspomnień takich jak pierwsza dziewczyna, pierwszy papieros, pierwsze piwo, pierwsza własna strzykawka i pierwsza znaleziona prezerwatywa. Ale tamtego dnia gdy wsiadłem do tramwaju wiedziałem, że coś się święci i nie myliłem się. Przy wiadukcie do tramwaju wsiadł jakiś Rom z akordeonem i zaczął grać coś bez ładu i składu, po czym próbował zbierać za to kasę. Wtedy spostrzegłem coś dziwnego. Mężczyzna siedzący przy środkowych drzwiach wyrzucił do małej śmietniczki butelkę po soku marchewkowym i domieszką owoców. Tramwaj się zatrzymał. Wsiadł mężczyzna w ciemnym płaszczu, podszedł do śmietniczki, opróżnił ją bez słowa i wysiadł za nim dzwonek zadzwonił. Nic z tego nie rozumiałem. Rom szedł dalej i grał ludziom przy twarzach i Ci odsyłali go dalej samym spojrzeniem. W końcu doszedł do mężczyzny który, dopiero co wyrzucił butelkę. Mężczyzna spojrzał się na Roma, na jego kubeczek zawieszony przy akordeonie, sięgnął do kieszeni i wyjął kawałek papieru toaletowego z napisem Don Dan. Wtedy do mnie dotarło. Czytałem o jakimś dziwnym zaginięciu policjantów i członków sekcji sportowych w całej Łodzi. Rom wyraźnie zawiedziony zapłatą zdjął buta i pokazał do Don Dana środkowy palec u nogi. Don Dan wstał i jednym ruchem ręki usadził akordeonistę na swoim miejscu. Nagle tramwaj się zatrzymał, wsiadło dwóch mężczyzn w ciemnych płaszczach z automatem do kawy i postawiło go Romowi na środkowym palcu u nogi. Rom zaczął wyć jak dziewczynka a akordeon upadł na ziemie wydając z siebie nieczysty dźwięk. Don spojrzał na Roma i powiedział: Nie gardź papierem, jeśli gówno w życiu masz; po czym wysiadł w towarzystwie dwóch mężczyzn zanim drzwi się zamknęły.

Nigdy więcej go nie widziałem. Czytałem w gazetach ale nigdy nie widziałem na żywo. Do tej pory sobie pluje w twarz, że jakoś go nie zagadałem albo, że nie miałem przy sobie akurat automatu do kawy. Pozostał mi po nim jedynie ten kawałek papieru toaletowego. Eh….


Podklapiowo

04maj08

Tą notę dedykuję wielbicielom instrumentów klawiszowych, a szczególnie Lesii.

Kuuuuuuuurcze. O jeeeeeeeej. Jak fajnie było być takim baaaaaaaaardzo małym ludzikiem. Mniejszym od połowy zapałki. A nawet od połowy połowy zapałki. I mieć takiego maaaaałego tatę i taką bardzo małą mamę. Wszyscy by tacy byli…

Mieszkamy we wiecznie zaciemnionym świecie zwanym Podklapiowie. Nazwa Podklapiowo wywodzi się  odumiejscowienia naszego świata czyli pod klapą fortepianu. Legenda mówi, że kiedyś co jakiś czas do Podklapiowa wpadało światło, ale nikt w to nie wierzy, bo nic takiego się nie stało od dawien dawna.

Dziś wraz z rodziną i sąsiadamy będziemy się szykować do przeprowadzki. Nasze mieszkanie znajduje się pomiędzy klawiszem szesnastym a siedemnastym licząc od strony prawej jak to się przyjęło w fortepiańczańskiej kulturze. Musimy się przeprowadzić gdyż wczoraj ekipie inżynierów i techników udało się wydobyć z siedemnastego klawisza jakiś zgrzyt i zarząd naszego świata ma nadzieje, że uda się zagrać cały dźwięk. Pomimo tego, że legenda o świetle w Podklapiowie jest bardzo stara i wielu w nią nie wierzy to zarząd cały czas pokłada w niej nadzieje. Gdyby udało się zagrać dźwięk, to możliwe, że ktoś duży z zewnątrz by to usłyszał i podniósł klapę co przyniosło by przypływ światła.

Ciekawe jak wygląda światło. Ale zamiast marzyć wrócę do pakowania. W końcu rozchodzi się o światło.


Miesiąc

04maj08

I po raz kolejny zasiadam do klawiatury by napisać tekst mający utrzymać czytelnika przez 5 minut w miejscu. Jak zawsze na początku wielkie ambicje, płynące prosto z serca wędrują przez gardło zabierając mi dech, by trafić do głowy. Jednak zamiast dać się zatrzymać umysłowi odbijają się od gołej czaszki i spadają w dół aż skończą w samej dupie. Mimo tego dalej siedzę, próbując wycisnąć z siebie choć kilka marnych słów. Jak ktoś ze mną rozmawiał na żywo to wie, że zdarza mi się męczyć bezsensownymi monologami i tutaj też się tak to pewnie skończu. Jedyną różnicą jest fakt, że się nie zatnę jak zardzewiały zamek, który zamiast działać płynnie zgrzyta i piszczy. Tak. Rozbudowane porównania pozwalają mi się poczuć jak poniżany poeta piszący marne teksty za marne pieniądze.

Ostatni miesiąc to było czyste szaleństwo. Matka w szpitalu. Ja nie mieszkałem u siebie. Trzeba było wziąć się w końcu odrobinę za naukę. Zaniedbałem niektóre kontakty. Nie było czasu na pisanie na blogu, więc pisało się w zeszycie od matematyki i to w dodatku na lekcji. Ale tamte teksty niech lepiej zgniją w szafce, bo wychodzenie od trygonometrii do własnej egzystencji nie jest dobrym zabiegiem. Na moje szczęści teraz już mieszkając u siebie w domu i słuchając Moldżera mogę spokojnie pisać o niczym. Zupełnie tak jak dawniej.

Żeby nie nudzić to zdradzę, że przez ten miesiąc zdarzyło się też parę pozytywnych rzeczy. Z tych najfajniejszych, o których wypada mi powiedzieć to fakt, że na ramieniu wyrosła mi jodła a razem z nią dostałem papier do oprawienia w ramkę i powieszenia na ścianie. Druga rzecz to mój angaż na wokalistę w zespole Midreal. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale wychodzę z założenia, że warto spróbować chociażby dla porcji zdjęć, na których mam zamknięte oczy.

Na koniec napiszę kilka słów o sobie i notce. (Jeśli ktoś wie jak się nazywa pisanie, co zamierza się zaraz napisać (zrobiłem to w poprzednim zdaniu), to niech mi powie. Chętnie wzbogacę swój słownik o jakieś dziwne słowo.) Nota była by świetna o ile była by o czymś konkretnym. A ja byłbym świetny gdybym sobie odpuścił nadmiar durnych tekstów podczas powrotów ze szkoły. Gdybym uczył się choć dwie godziny dziennie. Gdybym znalazł w końcu jakąś pracę. Gdybym miał więcej czasu dla przyjaciół. Gdybym przestał sobie wmawiać, że nie mam czasu itd.

P.S. Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią wyrazić co czują w czterech linijkach.


Jem raz na dobę. Nie mogę się uczyć i pracować. Słucham tej samej piosenki od kilkunastu godzin. Wieczorem choć leże sam, to wyobrażam sobie jej twarz przede mną i serce zaczyna bić szybciej. Ze stęsknienia nie mogę spać, bo chciałbym właśnie teraz z nią rozmawiać. Lecz nie mogę i jestem skazany na sms’y, które choć są pisane z pełnią emocji i szczerości, to i tak zdają się być kiczowate. A teraz zamiast siedzieć z nią zawinięty w koc piszę o tym wszystkim tutaj, co i tak mało kogo obchodzi.

Myślałem, że kiedyś byłem zakochany. Myślałem, że teraz czekam tylko na powtórkę tamtego uczucia, a dostałem coś czego się bym w życiu nie spodziewał. W dodatku od osoby, o której dawniej tylko marzyłem.

Pamiętam jak leżąc mówiliśmy sobie, że jutro będzie musiało być normalnie, ale tak nie jest. I choć zdaję sobie sprawę, że to wielkie ryzyko, to wciąż chce więcej. “…to jest jak narkotyk - wciąga…”

Chciałbym jej zapewnić bezpieczeństwo bo wiem, że ma obawy podobne do moich, a jednocześnie czuję się przy niej jak dziecko. Nie chce jej zawieść, chociażby dlatego, że dała mi szansę.

Nie żałuje, tego co zrobiłem. Żałuje tylko, że nie przytuliłem jej na pożegnanie, bo teraz nie wiem kiedy będę mógł choćby ją zobaczyć. Pozostaje mi tylko czekać.


Don Dan ^^

28sty08

W życiu bym się nie spodziewał, że to się stanie właśnie dzisiaj. Taki niepozorny dzień. Jak co poniedziałek odbyłem 4 godziny szkolnej pokuty i jak w nie każdy poniedziałek byłem z klasą na lodowisku po lekcjach. Generalnie wizytę na lodowisku można bardzo skrócić. Z kluczowych momentów, pamiętam jak koleżanka wpada na latarnię podczas szydzenia z mojej nieumiejętności jazdy na łyżwach. Potem były próby jazdy na łyżwach i nucenie przy upadkach: “Sing - sing nazywają go, bo ma w oczach coś takiego, samo zło…”, a ostatnim elementem tego wypadu było masowo parujące stopy ludzi zdejmujących łyżwy. Ale to wszystko i tak jest nie ważne.

Podczas ściągania kurtki po powrocie do domu przejrzałem się lustrze od razu spostrzegłem to coś. Jeden z pośród włosów na mej brodzie wyraźnie się odróżniał od reszty. Już ja wiedziałem co to za czort. Na mej brodzie wreszcie zagościł hormonalny zwiadowca. Sprawdzi teren i jak wszystko będzie ok to już wkrótce wróci z kompanami. Tak. W mojej wielkie głowie z dwoma bocznymi statecznikami od razu zaczęły rodzić myśli o sławie i szacunku jaki mogę uzyskać z tym włosem. Tylko sobie to wyobraźcie. Siedzę sobie na kibelku. Nagle ktoś trzy razu puka w drzwi toalety a ja ze wschodnim akcentem mówię: “Please come in my friend”. No wchodzi taki sfrustrowany PlushaQ, całuje mnie w łokieć i mówi: “Donie. Musisz mi pomóc. Nie cierpię policji i dresów. Pomóż mi się ich pozbyć.” (Nota PlushaQ’a). A ja skinę głową, powiem: “Jutro będzie po sprawie.” i na dowód zawartej obietnicy podaruje przybyszowi na pożegnanie kawałek mojego papieru toaletowego z nadrukowanym “Don Dan”. Im bliższy jestem osiągnięcia 18 lat tym bardziej wiem, że nie będę dojrzały mając te 18 ale mając ciemny zarost na twarzy i goląc się maczetą.

A teraz mówiąc całkiem serio, to podobno wyglądam bardzo poważnie. Przynajmniej jak ksiądz chodził po kolędzie to się mnie spytał jakie studia skończyłem. To trochę dziwne :X

PS: Sorry PlushaQ, że cię wykorzystałem w swojej nocie ale twoje problemy mi pasują do fabuły xD


Paranoja

09sty08

Obejrzałem wszystkie odcinki “Odwróconych”, zrobiłem się senny i postanowiłem zrobić sobie kawy. W drodze do kuchni postanowiłem zawitać do toalety. Ja nie czemu ale w na koszu na pranie, który stoi obok kibelka zawsze są trzy rolki papieru. Zawsze trzy. Dwie miękkie i różowe i jedna szara. Kiedyś w nocy wykończyłem dwie rolki. Ale jak się rano obudziłem, to już z powrotem były trzy. Paranoja. Wracając do mej podróży - siedząc na kibelku oparłem się czołem o drzwi i prawie bym usnął, ale potem mi się przypomniały te trzy rolki i się ciut przebudziłem. Spojrzałem w górę i zobaczyłem cholerny sufit, z którego odpada farba, bo sąsiedzi z góry na zalali, ale moja mam nie miała jaj żeby iść na górę i zwrócić uwagę. Paranoja. Ale mniejsza. Z kibelka od razu do łazienki się udałem w celu umycia rąk, i przeglądając się w lustrze przeżyłem załamanie. Nie dlatego, że miałem doły pod oczami, albo czerwone oczy. Zabiły mnie kropki z pasty do zębów na lustrze. Co najgorsze sam je zrobiłem bo tylko ja mam szczenę na tym poziomie. Ale nic. Doszedłem w końcu do kuchni. Dotarłem do czajnika rozgniatając po drodze prusaka na terakocie. W sumie jedyne co mnie obrzydza to ten chrzęst przy rozgniataniu. Paranoja. Wstawiłem wodę. Poczekałem. Zalałem wrzątkiem kawcie (rozpuszczalną piję) i nadzwyczaj pewnie doniosłem do pokoju kubek wypełniony kawą po same brzegi. Po drodze gasiłem światła barkiem i co dziwne nie uroniłem ani kropli. Sprawę ułatwił też brak drzwi w moim pokoju. Kiedyś po prostu je rozpieprzyłem, a że jestem leniem a to były drzwi - harmonijka to pociąłem je nożem łamanym i spuściłem zsypem. Czaicie bazę? Spuściłem drzwi zsypem. Tak samo jak kiedyś pralkę Franie. Mam się czym chwalić. Wyżłopałem kawę słuchając Vivaldiego i myśląc co mogę napisać na temat wymyślony przez … I w końcu doszedłem do wniosku, że jestem pieprzonym tchórzem i cechuje mnie pogłębiający się relatywizm moralny (to jest już moje ulubione zdanie w tej nocie). Bo w sumie jak tak popatrzę ciut do tyłu to non stop spieprzam. Ja się nie uczę w szkole tylko się uczę jak do niej nie chodzić. Paranoja.

P.S. Tania kawa rozpuszczalna jest do dupy

P.S. Dzięki za komórę

P.S. Zapomniałbym o bezsensownym porównaniu - Jestem jak tonący, łapiący się gumowej kaczuszki, piszczącej przy złapaniu z napisem “made in Vietnam”

P.S. Paranoja

P.S. Nawet swojego numeru w dzienniku dziś nie pamiętałem

P.S. Fajne te P.S.y

P.S. Ostatni (siódmy)


Beeeeeeeeeee

03sty08

Obcy ludzie są jak zwierzęta. Wystarczy wsiąść do jednego z jeżdżących po szynach terrarium. Już przy wejściu obce gatunki dziwnie się patrzą, węszą i nasłuchują. Niestety podróżom w terrarium bardzo często towarzyszy łoskot i zapach moczu, więc jedynie wzrok ratuje przed niewiedzą. Ale nie patrzcie szakalom w oczy, bo zaczną warczeć. Nie patrzcie w oczy krowom, bo bydło lubi wpadać w panikę. I nie ma nawet mowy o patrzeniu na dzieci matek i uśmiechaniu się do nich, bo albo was ktoś weźmie na rogi, albo przykleją wam etykietę zboczeńca.

Jednak terrarium bywa też zabawne. Wystarczy podróżować nocą i zamiast szyb mamy lustra, w których możemy bezkarnie obserwować to co się za nami dzieje. I jeśli się przyjrzymy uważnie, to zauważymy, że każdy samotny osobnik patrzy się w lustro. Kto wie, może patrzy się właśnie na nas.

Co najgorsze w całym gąszczu zachowań, które mam w zwyczaju odtwarzać podróżując samotnie w terrariach, nie ma rzeczy, która czyniła by bacą. Jestem tylko kolejnym dobrze wychowaną owieczką, która wie przy jakim słupku wysiąść z terrarium i którędy iść na pastwisko lub do rzeźni. I to wszystko by było ok gdyby mnie w końcu ubili w tym terrarium albo miałbym dzwoneczek na szyi, który ratował by mnie z opresji. A tak ani mleka ani sera.


Miała być nota o szkole. Ale skrócę mój wykład na ten temat do stwierdzenia, że brakuje mi bardzo lekcji polskiego z gimnazjum i jeśli ktoś z mojej byłej klasy ma takie same odczucia to niech w komentarzu się podpiszę imieniem. Nie wiem czemu ale właśnie z waszą pomocą próbuje uszczęśliwić naszego dawnego polonistę. A teraz …

Ja nie rozumiem ludzi. Ja nie wiem. Każdy teraz chce być bogaty. Ja nie wiem. Kurwa. Mi wystarczy, że nie pada. A jak jest ciepło to już nawet się nie muszę upijać do nieprzytomności. Ludzie by kurwa chcieli mieć sławnych przyjaciół. I po chuj? Mi tam wystarcza kumpel na jedną noc kurwa. Biorę karton, idę na Plac Wolności i już mogę nocować z Kościuchem. I zajebiście jest. A młodzież? Młode szajbusy, kurwa. Jakieś kurwa mąki wciągają. Ja słyszałem, że jak się te mąki wciąga to świat jest kolorowy. A ja co robię? Biorę se butelkę po piwie, zieloną albo brązową, Patrze przez denko i już fajki się robią zielone i kurwa nie widzę w tym frajdy. Ja nie wiem. Ludzie się stresują. Pierdoli jeden z drugim. Ja to ostatniego stresa miałem z pół roku temu. Jak spałem w bramie na Wojska Polskiego to mnie rano śmieciara obudziła. I całe szczęście, bo na barlickim byłem umówiony, na piknik kurwa. Ja mam piknik na kartonie wśród latarni i miejskiej betonowej natury. Fioletowa oranżada i kiełbasy czasem się gdzieś urwie na rynku. Trza żyć kurwa jakoś. A nie się mąką bawić i o piknikach z gwiazdami fantazjować. Masz zły dzień? Popatrz na świat przez denko albo ucałuj Kościuszkę w stopę i nie daj sobie wmówić, że ci się w dupie poprzewracało.

Żyraf


Mój ty kodzie binarny, co regularnie pozwalasz mi się spełniać w mych prostych, ale jakże kreatywnych uciechach - proszę daj mi pełną kontrole nad treścią kolejnej mej noty, aby ta była jak najprawdziwszym odwzorowaniem moich myśli i uczuć.

Wyszło prawie zajebiście.

Przejdźmy do konkretów. Tak więc ostatnio zmieniłem swój temat wieczornych rozważań na tematy bardziej błahe. Mówiąc dokładniej przestałem myśleć o tym jaki świat jest i jaki być powinien, a zacząłem myśleć o sobie :]. Wiecie. Standardowe problemy nastolatka typu: czy depilować się w intymnych miejscach; czy utlenić sobie włosy; czy zapisać się na pakernie albo czy okradać matkę czy ojca? A tak na serio to “przeszukałem” swoje życie w poszukiwaniu jakiegoś punktu centralnego. Jak pewnie większość z was doszedłem w wniosku, że punktem centralnym jest dążenie do szczęścia. Pytanie tylko przez co ją osiągałem. Odpowiedź - poprzez samorealizacje i satysfakcje. I teraz zaczęło sie najgorsze.

Generał Mózg nie do końca wiedział co robi ale był zdeterminowany. Wycofać prawe skrzydło - wrzasnął opluwając przy tym podoficera Synapse. Prawe skrzydło powoli zaczęło się cofać. Lewe skrzydło widząc to wpadło w panikę. Panika, owczy pęd, tratujące się szare komórki. Wszyscy zaczęli się cofać. Generał Mózg z lekko rozwartymi ustami począł się ślinić. Synapsa długo się nie zastanawiał. Chwycił jeden z karabinów z bagnetem elektrycznym i podbiegł do wielkiej, zdeformowanej kuli. Ja się nie poddam panie Myśl - rzekł, po czym z pełnym impetem tknął kule…

Po tych wydarzeniach znalazłem kilka rzeczy, które dawały mi dużą satysfakcje na przestrzeni mojego krótkiego życia. Oto one w kolejności chronologicznej.

1. Piaskownica - już od dziecka lubiłem budować. Cały dzień w piaskownicy przeważnie owocował wielką fortecą z piasku głęboką na pół metra. Jak ktoś sie dokopał do gliny na podwórku to miał powszechny szacunek. Ja robiłem to codziennie.
2. Szkoła i nauka - pierwsze lata edukacji a ja nastawiony tylko na najlepsze oceny. W szkole podstawowej dziewczyny się raczej tyka kijem a pieniądz to nie problem tylko więcej paczek chipsów, co daje więcej pokemonów.
3. Ministrant - koniec szkoły podstawowej. Pierwszy w mym życiu obóz. Niby ministrancki ale… Na tym etapie produkcji Kenowi doczepia się jajka, po czym odkłada się go na taśmę montażową aby w spokoju poczekał na święta w magazynie.
4. Wojsko - Yeah yeah yeah. 14 lat a ja mogę mówić, że jestem żołnierzem. Robię to do dziś. Znam ludzi, których się ogląda w telewizji. Stoję, maszeruje, oddaje honory a potem świętuje awans dowódcy, jem bigos, pije nalewki, a nawet otwieram drzwi od zakrystii z kopa.
5. Harcerstwo - No i wpadłem :] i tak siedzę. Seria wzlotów i upadków. Obóz. Spanie 1,5 metra nad ziemią ze świadomością, że kumpel obok dopiero co spadł razem z łóżkiem. Młotek i gwoździe zawsze w zasięgu ręki. Wojna na menażki. Kanapki z paprykarzem smakują lepiej od pizzy. Miesiąc jest jak godzina.
6. Dziewczyna - pierwsze zauroczenie. Gnanie na jakieś zadupie rowerem byle się tylko zobaczyć. Do dziś jakiś sentyment wzbudza we mnie żal. I te rozczarowania na zmianę z dotykiem jej dłoni na mej twarzy w nocy. A rano zdrętwiała ręka od ciężaru jej głowy. A potem i tak tylko rozczarowanie.
7. Wagary - trzy miesiące wolności i więzienia. Wolność od szkoły. Najgorszą konsekwencją jest wstyd przed mamą. Najlepszym pocieszeniem niezmarnowana wiosna. Co za amplituda.
8. Projekty - powrót do szkoły to szansa na nowy początek. W końcu dostaje kompa. Zaczynam się uczyć flasha. Nauczyciele mnie chwalą. Potem wszyscy się uczą flasha. I już nikt się nie podnieca.
9. Praca - z nabytym w szkole doświadczeniem zaczynam się łapać pracy na poziomie informatycznym. Kumpel pomaga ile może. Nie macham szpadlem a kasa wpada. Szkoda, że tak krótko.
10. Blog - mój kąt http. Można się wyżyć. Pogadać z samym sobą. Posłuchać innych (szkoda, że tak rzadko).
11. Rozmowa - ta się przewija i rozwija przez całe me życie. Najlepiej w nocy. W ciemności łatwiej rozmawiać. Jabłko w szyi, a człowiek jednak dalej próbuje. Lekkość na sercu i skurcz wszystkich mięśni. Nie ważne, że zimno. Nie ważne, że deszcz wpada do butelki. Gdy się rozmawia, banda dresów jest jak przedszkolak. Można iść nie licząc kilometrów. Można siedzieć i nie zwracać uwagi na zdrętwienie tyłka.

To by było na tyle. Dziś zostało mi po trochu z każdej z tych rzeczy. Każda jest tylko cząstką. Kłopot w tym, że na chwile obecną nie wiem co będzie następne i nie wiem gdzie szukać :/. Powrót do tych rzeczy też jest bardzo trudno. Bo gdyby coś mnie cieszyło to bym z tego nie rezygnował. Opuściłem listę hobby (za długo by pisać) oraz wartość przyjaciół (nie wszystko da się zmierzyć). Dobra. Wygadałem się. Narka :]. Jak są błędy to sorki - nie mam siły dziś sprawdzać.




Kategorie